Kombinacja jest prosta, nawet prostacka. Speckomisja śledcza ds. Amber Gold posłuży do rozjeżdżania Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Akcja ma też drugie dno.


Kaczyński kombinuje tak – speckomisja długo i namiętnie rozgniatać będzie politycznych rywali. Gdy nadejdą wybory do samorządów szefowa speckomisji Małgorzata Wassermann ma być najlepszą kandydatką na prezydenta (prezydentkę) Krakowa. Przypadek? Nie sądzę. Wszak trzeba dla PiS-u „odzyskać” samorządy.
Stanie się tak jednak tylko wtedy, gdy Małgorzata Wassermann dorówna klasie Jana Rokity w speckomisji ds. afery Rywina. To będzie trudne z kilku powodów – m.in. z tego, że żadna komisja po sprawie Rywina nie osiągnęła sukcesu. Pamiętać trzeba, że Rokita nie szefował komisji. Czynił to Nałęcz.
A sprawa Amber Gold i pomoc oszukanym? Zapewniam, to kwestia czwartorzędna. Chyba, że wyjdzie na to, iż państwo musi zwrócić ludziom pieniądze. Wtedy PiS strzeli sobie w głowę, nie w kolano. Zanoszenie worków pieniędzy do Amber Gold było dobrowolne, a KNF oficjalnie przed tym przestrzegała.
Krzysztof Mrówka

Is fecit, cui prodest – ten uczynił, czyja korzyść. To łacińska sentencja, którą znaleźć można w „Medei” rzymianina Seneki Młodszego.

Mądrość ta ma przynajmniej dwa tysiące lat. Jest silne połączenie antyku z dzisiejszą Polską. Afera podsłuchowa już doprowadziła do osłabienia rządu Platformy, porażki Bronisława Komorowskiego w prezydenckich wyborach i kiepskich notowań partii rządzącej przed parlamentarnymi wyborami. Pewne jest, że nagrania przygotowano dla politycznej gry. Tylko politycy PiS nie zaistnieli w tych materiałach, a przecież ochoczo jedzą obiady w znanych warszawskich knajpach. Oczywiste jest, że nagrania są manipulowane – wychodzą na jaw tylko niekorzystne dla rządzących, co sprzyja największej partii opozycyjnej.
Pewne już jest, że Platforma czymś się odwinie. Zadeklarował to dzisiaj Michał Kamiński.
Swoją drogą nagrani politycy kompromitowali siebie, rząd, koalicję i całą klasę polityczną w Polsce. Gdy wyjdą nagrania pisowców, łuski opadną ludziom z oczu. Ciemny lud już wtedy PiS-u nie kupi?
Krzysztof Mrówka

Marcin Mastalerek przestał być rzecznikiem prasowym PiS-u. Znakomita wiadomość. Gdy wydawało się, że już nikogo gorszego na scenie politycznej, niż skompromitowany i cyniczny Adam Hofman, nie będziemy musieli oglądać, pojawił się Mastalerek.

Człowiek, który nie potrafił rozmawiać, lecz umiał wygłaszać gotowce, człowiek-taśma magnetofonowa. Takie miał zadanie – łgał jak opętany. Wywiązywał się ze swojej roli, lecz zapamiętany zostanie jako zupełnie nieistotna, ślepa tuba prezesa. Skoro pomógł Andrzejowi Dudzie w walce o prezydenturę, zapewne po wyborach parlamentarnych odnajdzie się w pałacu.
Hofman – źle, Mastalerek – gorzej, możliwa następczyni Elżbieta Witek – jeszcze gorzej? Jeśli tak będzie, dostaniemy obłędu.
Swoją drogą coraz lepiej widać, iż PiS tam wygrywa, gdzie nie ma Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza et consortes. Przyszłe bitwy PO bez Donalda Tuska z PiS-em bez Kaczyńskiego to już będą tylko szermiercze treningi, a nie prawdziwe pojedynki w stylu starogrunwaldzkim.
Krzysztof Mrówka