Macierewicz stanie przed komisją

Jak donosi poseł Suski, Macierewicz sam też stanie przed komisją”. Zadaniem Macierewicza będzie przesłuchanie członków komisji, ocena ich działalności, wytknięcie nieprawidłowości i mankamentów procedowania. Następnie zostaną postawione konkretne zarzuty, a wnioski jakie min. Antoni Macierewicz wyciągnie z przesłuchania komisji zadecydują o dalszych losach pp. Suskiego, Kamińskiego i YoyoBrudzińskiego.

Engelbert Lulek

Popieram totalną dwukadencyjność

PiS chce wprowadzić dwukadencyjność w samorządach oraz związkach sportowych. Zgoda, ale dlaczego tylko tam?

Proponuję dwukadencyjność wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, prezesów związków sportowych, ale i posłów oraz senatorów. Jak wszyscy, to wszyscy. Efektem takiej zmiany będzie nieobecność Kaczyńskiego et consortes w Sejmie i Senacie następnej kadencji.
Krzysztof Mrówka

Cenzura w tubie propagandy

Ostatnio wskazano kilka niewątpliwych przypadków cenzurowania przez TVP Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.  Wymazywanie odbywało się zapewne za wiedzą prezesa Jacka Kurskiego.

TVP udowadnia po raz setny, czym jest. Tubą propagandową partii rządzącej, której nieobca jest nielegalna już od 1989 r. działalność cenzorska. Udowadnia też czym nie jest – medium publicznym. Ustroje totalitarne zawsze potrzebowały mediów i pilnie je wykorzystywały. Dobra zmiana telewizję już ma, teraz czas na nowy ustrój?
Krzysztof Mrówka

PiZ od przyszłego roku!


Rys. Digger

– Żadne prawo, żadna sprawiedliwość! Pogarda i Zawiść – tego oczekują nasi wyborcy!
Tako rzecze prof. dr hab. Zygmunt Ewaryst Maria Korzeniak, filozof, etyk, były poseł na Sejm kontraktowy z ramienia PZPR (- Ten epizod jest dokładnie znany, rozsadzałem partię komunistyczną od wewnątrz, dzięki moim zakulisowym działaniom rozpoczął się proces demokratyzacji, który doprowadził wprost do rozpadu ZSRR – mówi Profesor), teraz szef Instytutu Etyki Sytuacji (IES) przy zakładach mięsnych Konserwmięs w Otwocku. Prywatnie serdeczny przyjaciel obu gigantów myśli prawicowej – prof. prof. Ryszarda Legutki i Zdzisława Krasnodębskiego.
– Trzeba skończyć na polu polityki z mirażem politycznej poprawności! Nie po to suweren wybrał nas, ludzi lepszego sortu, żeby bawić się w te wersale. Wersal już był! Jeśli ktoś chce spijać nektar z ust salonu warszawskiego, niech idzie sobie na salon, a nie wchodzi do polityki. Ta wymaga cynizmu, brutalności i bezgranicznego chamstwa, co przecież wyniosło nas do władzy, której nie oddamy już nigdy! U nas będą obowiązywać inne reguły – nasza władza może wszystko! Ale jest jedno „ale” – jestem osobiście zwolennikiem szczerości aż do bólu (te słowa potwierdzają obiektywne fakty – pierwsza żona profesora opuściła go, gdy publicznie wyznał, iż regularnie korzysta z usług prostytutek podczas podróży do Częstochowy. Ma jednak wyrzuty sumienia, choć nie potrafi sobie odmówić tej odrobiny przyjemności, będącej czymś w rodzaju posiłku typu fast food, za każdym razem podczas wizyt u przeora spowiadał się szczerze, otrzymując rozgrzeszenie. – Halina mnie nie rozumiała, dlatego postanowiła odejść, burząc ład świętego sakramentu małżeństwa).
– Dlatego wniosłem już do laski marszałkowskiej projekt zmiany nazwy naszej partii z PiS na PiZ – oświadczył filozof.
Proces może się jednak przedłużyć z powodu puczu opozycji oraz tajemniczego zaginięcia wszystkich pięciu marszałkowskich lasek.
Roman Edward Jabłonkowski

Nie wierzę pani, Henryko Bochniarz

skanuj-627
Rys. Digger

– Przedstawiciele PiS nie skorzystają z zaproszenia przewodniczącej Rady Dialogu Społecznego – poinformował szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Jak dodał, trwają ustalenia co do formy możliwych rozmów z opozycją.

Przewodnicząca Rady Dialogu Społecznego Henryka Bochniarz, w imieniu partnerów społecznych – związków zawodowych i organizacji pracodawców – zaprosiła na czwartek prezydenta, premier, marszałków Sejmu i Senatu, szefów klubów i prezesa PiS na spotkanie dotyczące sytuacji w państwie. – Rada została powołana do innego celu, a nie negocjowania między klubami parlamentarnymi. Bardzo dziękujemy, ale nie skorzystamy – powiedział w środę Terlecki.
W tej informacji nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie słowa Bochniarz, które padły ponad rok temu, pod dojściu do władzy PiS i pierwszych działaniach. W studiu TOK FM, zaproszona przez Jacka Żakowskiego powiedziała, że ona się nie boi, bowiem PiS nic złego nie czyni i ogólnie jest dobrej myśli.
Z tego miejsca pytam panią przewodniczącą Bochniarz, czy nadal jest dobrej myśli?
Dzwonić, pukanie zepsute.
Krzysztof Mrówka

Rumiany Stefan kabluje z mediacji Pana Prezydenta


Rys. Digger

Relacja bezpośrednia mediacji Pana Prezydenta IV Polskiej Republiki Ludowej Dudy Andrzeja w sprawie nieodpowiedzialnej okupacji mównicy należącej do Najjaśniejszego Pana Zbawiciela Umęczonej Ojczyzny Kaczyńskiego Jarosława, brata Najświętszego Wcielenia Samego Dobra, Jaśnie Oświeconego Lecha, przekazana naszemu dziennikowi przez sługę uniżonego licencjonowanego rycerza Dobrej Zmiany, redaktora uniwersalnych mediów w stopniu licencjata Uniwersytetu Trzeciego Stopnia afiliowanego przy Toruńskiej Jedynie Prawdziwej Najświętszej Rozgłośni Radiowotelewizyjnej Jego Najdoskonalszego Autorytetu Świętego Inkwizytora Ojca Tadeusza, niech jego imię będzie błogosławione poprzez wszelakie media i stworzenie aż po kraniec bytu, redaktora terenowego we Włoszczowie, aktualnie na delegacji przy ul. Wiejskiej w Warszawie, Rumianego Stefana.

Godzina 10.01, do sali Najświętszego Lecha wchodzi Ryszard Petru.
Prezydent Duda: – Siadaj Rysiu, co u ciebie?
Ryszard Petru: – W sumie jakoś leci, a ty jak sobie radzisz?
PD: – Ano jakoś se radzę, Agata nam zaparzy herbaty z wiesiołka, łyknąłbyś?
RP: – Nieee, jakoś nie mam ochoty tak z rana.
PD: – Nie to nie. No to trzym sie Rysiu, wiesz zawsze, że co złego, to nie ja!
RP: – Jędrek, jasna sprawa, na układy nie ma rady.
Po pożegnaniu Prezydent dzwoni srebrnym dzwonkiem bydlęcym na kamerdynera. Wchodzi dziwacznie ubrany osobnik w złotej liberii posmarowany pastą do butów tak by wyglądał bardziej murzyńsko. Ojejku, toż to redaktor Jacek Hugo-Bader! Tak się teraz dorabia do głodowej pensji w Agorze.
– Bader, gadaj mi tu raz dwa trzy kto następny?
Murzyński Lokaj Bader: -Zdaje się, że Kosiniak.
PD: – To znaczy Sołtys?
Bader: – W rzeczy samej!
PD: – Wprowadzaj!
Wchodzi Przewodniczący PSL odziany w chłopską sukmanę, za pasem ma czekan, na głowie czapka krakowska zdobna w pawie pióra.
PD: – Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór!
Prezydent zanosi się ze śmiechu, wstaje i całuje Prezesa PSL w oba policzki. Ten wyciąga zza pazuchy flaszkę i częstuje prezydenta.
PD: – O kurna, ale masz staf chłopie, co to jest kurteczka jasna?!
Kosiniak-Kamysz: – Jędrek, nie doceniasz nas. Szwagier upędził z porzeczek, trzy razy destylowana. Ma jakieś 96 oktanów. Wali w dekiel jak cholera, chcesz – dam ci recepturę.
PD: – Zostaw w recepcji. Ale flaszeczkę to mi daj, co?
KK: – Wola prezydenta, rzecz święta – działacz ludowy podaje butelkę Panu Prezydentowi i uchodzi szurając gumiakami po parkiecie wyprodukowanym z najstarszych dębów porastających do 2015 roku ścisły rezerwat Puszczy Białowieskiej, wpatrzony w Majestat, sprawnie cofając się w stronę drzwi.
Prezydent nalewa sobie zawartość do szklanki z resztką herbaty, szepcze: – O, kurteczka, ale mocny staf! Wypija duszkiem.
Wchodzi Paweł Kukiz.
PD: – Siemanko Pawełku, co za zioło teraz jarasz?
PK: – Odwal się ch… je…, chcesz żeby mnie Błaszczak przeciągnął po komisariacie?!
PD: – Oooo, tak to nie będziemy ze sobą rozmawiać, reprezentuję bowiem Majestat Najjaśniejszej Rzeczypospolitej! Bader! wyrzuć tego chłystka!
Lokaj bardzo biegle zakłada politykowi podwójnego nelsona. Kukiz usiłuje się wyrwać z żelaznego uścisku, lecz na próżno. Wyniesiony przez redaktora za drzwi kopie nogami w podłogę, słychać łoskot na schodach, następnie stłumione uderzenia pięści. To straż pałacowa przejmuje krnąbrnego działacza partyjnego. Po chwili wszystko się uspokaja. Nagle przeraźliwy gwizd syren przeciwlotniczych.
– Naczalnik! Naczalnik!
Prezydent upuszcza flaszkę, płyn rozlewa się po spodniach garnituru firmy Wólczanka. Prezydent rozkłada przed sobą dywanik, zwracając się w stronę drzwi, geograficznie umieszczonych we wschodniej ścianie Gabinetu. Następnie klęka na oba kolana i skłania głowę w ukłonie. Wchodzi naczelnik, staje na wniesionej przez Joachima Brudzińskiego drabince.
– Andrzej, pijesz od rana?! Zwariowałeś? Daj spróbować!
PD: – Wasza Miłość, wylało mi się.
Prezes: – O ty kozi synu, zobaczysz, przeprowadzę ci impiczment!
PD:- Jezu, tylko nie to, Wasza Miłość…
Konsultacje zostają na tym zakończone.

Rumiany Stefan

Komrad Walemrod


Rys. Digger

Nie ma mowy o pomyłce w tytule. Suweren pytając o drogę często pyta o ulicę „Walemroda”, zatem należy przyznać rację jego woli, dzięki której Walenrod zmienia się w Walemroda, a Piotrowicz Prokurator – Komrad Walemrod PiS-u – otrzymuje poselski mandacik i zażywa błogich chwil stanowiąc prawo, co tak bardzo lubi stanowić. Teraz walczy o życie, czyli o prawdę, czyli o opinię. Jego życie nie jest jednak przedmiotem sporu, bo wszak nie zaprzecza, że naprawdę był prokuratorem i to rejonowym, ale przeszłość na stanowisku w powiecie przedstawia jako pasmo mąk i wyrzeczeń w walce o lepsze jutro Oyczyzny.

Był stan wojenny. Polska na pół podzielona. Jedni bili, drudzy byli bici. Ktoś w końcu musiał bić, takie jest wszak życie. Piotrowicz znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo wcześniej zapewne los łaskawy mierzył go zasadniczo z aktami oskarżenia rodem spod budki z piwem. A teraz niejasno czuł, że idzie o coś więcej. W telewizji w niedziele nie pieje już kogut. Spikerzy w kamaszach. A z powiatowego komitetu ocalenia niepokojące okólniki. Długo ważył szalę, jak Abraham, nachylony nad talerzem zupy fasolowej, oczekując na drugie – sznycle z ziemniakami i surówkę. I Piotrowicz przeszedł na Jasną Stronę Mocy.
Odmawiał stanowczo skarżenia, za co został zesłany do Krosna, niby biskup Sołtyk na Sybir. Nie chciał wszczynać, za co zapewne szykanowano go coraz ostrzej, odbierając comiesięczny przydział gorzały. Odwracał oczy gdy widział kolportowicza, co wydłużyło kolejkę oczekiwania po deputat na węgiel. Teraz po latach jedzenia samej fasolówki i sznycli, gdy chciałby skonsumować słusznie mu się należący egzotyczny owoc poświęceń, podłe kundelki, nie rozumiejące tytanicznych zmagań duszy Prokuratora, kąsają w nagrodę za wierność.
To nie jego wina, że Partia akurat tam go postawiła gdzie stać musiał. Bo gdzie miał się podziać? Co by to dało, gdyby opuścił posterunek? Kto wtedy odwracałby głowę od kolportowicza? Czy ktoś inny odmówiłby wszczęcia postępowania?
Odpowiedź jest prosta jak zomowska pała. Prokurator osobiście położył kres wszczynaniu postępowań. Gdyby tego nie wykonał, narażając się na cierpienia i wystawiając na potężne ryzyko, że zakończy karierę jako radca prawny w zakładach cukierniczych Goplana, to do prokuratury w Krośnie przyszedłby jakiś antypolski element, na przykład komunista wiadomego pochodzenia i wtedy wszyscy mieliby się z pyszna. Dlatego musimy z żalem wyznać swoje winy wobec Prokuratora, posypać głowę popiołem w kotłowni osiedlowej i otworzyć flaszkę, by wypić za jego zdrowie. Naszego bohaterskiego Komrada Walemroda!
Wernitz, Ohlers, Luebow i Fahrenwirst

Funta kłaków niewarta polityka Ziobry


O beznadziejnej akcji Ziobry pod kryptonimem „Ekstradycja” napisała m.in. „Rzeczpospolita”

Zbigniew Ziobro przegrał z kretesem i to przegrał z cieniem Romana Polańskiego.

Poseł, polityk, minister sprawiedliwości i prokurator generalny (swoją drogą, jakim prawem pełni te wszystkie funkcje?) od dawna odgrażał się, że gdy dojdzie do władzy, a dojdzie, Romana Polańskiego wyda Amerykanom. Wyda, a może nawet deportuje.
Ochota wydawania obywatela Polańskiego z polskim paszportem i to wydawania go obcemu mocarstwu jest zaskakująca. Miast chronić polskiego obywatela przed obcym wymiarem sprawiedliwości, był Ziobro pierwszy do wsadzania Polańskiego do samolotu lecącego w kierunku Los Angeles. Był Ziobro gorliwy i konsekwentny. Do deportowania ochoczy, jak nie przymierzając posłanka PiS Beata Mateusiak-Pielucha wobec obcych.
Ale Ziobro z kretesem przerżnął kasację przed Sądem Najwyższym. Ta ostatnia instancja wyśmiała prokuratora generalnego, poparła krakowski Sąd Okręgowy chwaląc go za solidną pracę nie dającą szans Ziobrze i jego ludziom.
Przestępstwo Polańskiego przed 40 laty to jedno (bezdyskusyjne), przedawnienie czynu to zaś druga kwestia. Jeszcze bardziej bezdyskusyjna. Ziobrze pozostały jedynie żałosna propaganda, ruchy pozorne, gesty i moralistyka. Funta kłaków niewarta polityka.
Krzysztof Mrówka

Nie tak miało być

winter-662428

Ważne jest, co propaguje się w czasie kampanii wyborczej. Przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi padły twarde obietnice, skutkiem których PiS wygrało wybory.

Spośród wielu deklaracji trzy były bardzo konkretne. Po zwycięstwie PiS miało dać 500 zł NA KAŻDE DZIECKO W RODZINIE. Kłamało, płaci za drugie i następne dziecko.
PiS, zwłaszcza Andrzej Duda, wyraźnie deklarowali BŁYSKAWICZNE podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8800 ZŁOTYCH. Kłamało. Nie stało się to ani błyskawicznie, ani nie dotyczy 8800 złotych, ani tym bardziej wszystkich podatników.
Wreszcie Jarosław Gowin. Beata Szydło, przyszła premier, przedstawiła go w świetle kamer telewizyjnych jako PRZYSZŁEGO MINISTRA WOJNY. Zaraz po wyborach ta sama Szydło zaprezentowała Antoniego Macierewicza jako MINISTRA WOJNY. Kłamała.
Nie tak miało być, że władza kłamie jak najęta, a kraj wcześniej w rozwoju kurczy się na naszych oczach. Wkrótce przyjdzie nam zawołać POLSKA NAPRAWDĘ W RUINIE!
Krzysztof Mrówka

Piotr Gliński w TVP o domu wariatów

piotr-glinski-fot-danuta-matloch
Fot. Danuta Matloch

– Przykro mi, że w Telewizji Publicznej, po zmianie politycznej, na którą ja harowałem przez wiele lat tego rodzaju zarzuty mnie spotykają, nie wiem, jak mam to rozumieć, to jest jakiś koszmar, dom wariatów. Państwo żeście oszaleli z tymi programami dotyczącymi organizacji pozarządowych, z tymi grafami łączącymi jakieś organizacje, pokazywaniem zdjęć przestępców (….), to wygląda jak listy osób, których się poszukuje.
Piotr Gliński, wicepremier, minister kultury

Gliński potrzebował roku by zobaczyć to, co widać od pierwszego dnia rządów PiS. Ujrzał dom wariatów dopiero wtedy, gdy TVP zaatakowała jego rodzinę. Wcześniej był ślepy i głuchy na wrzaski z tuby propagandowej jego partii. Dlatego oburzenie ministra jest czystą prywatą.
KM